Tryumfalne posty zwolenników spiskowych teorii mówiących o tym, że zmiana klimatu nie jest istotna można w zasadzie pominąć. Udowodniają oni wyłącznie swoją awersję do słowa pisanego, bo już w pierwszych zdaniach Gates potwierdza, że niezmiennie uważa zmianę klimatu za poważny problem i wzywa do dążenia do osiągnięcia neutralności emisyjnej.
Ale skoro tak, to dlaczego jego publikacja spotkała się z tak silną krytyką wielu zwolenników przeciwdziałania zmianie klimatu? Przeczytajcie chociażby ten post prof. Michaela E. Manna, wybitnego znawcy zagadnień zmiany klimatu, w którym rozwija on niemal totalną krytykę podejścia proponowanego przez Gatesa.
Otóż Gates odważył się podjąć temat efektywności środków przeznaczanych na walkę ze zmianą klimatu. Co więcej, zrobił to w sposób bardzo niekomfortowy dla osób uważających, że przeciwdziałanie zmianie klimatu jest równoznaczne z dbaniem o prawa człowieka. W swoim artykule podnosi kwestie poprawy ochrony zdrowia najbiedniejszych społeczności na świecie i pomocy im w budowaniu odpornej gospodarki rolnej. Poszukiwanie rozwiązań adaptacyjnych powinno uzyskać jego zdaniem wyższy priorytet, niż to dotychczas miało miejsce. Nie pozwala się przy tym zmusić od odpowiadania na bezsensowne pytanie „Co jest ważniejsze: mitygacja czy adaptacja?”. Mówi za to głośno, że nie możemy zajmować się wyłącznie mitygacją, adaptacja też jest ważna. To chyba główny „grzech”, za który poleciało w jego stronę tyle kamieni.
A jednocześnie publikacja Gatesa razi czymś innym. Z dużej części jego tekstu wylewa się ogromna dawka technooptymizmu, Ludzkość poradziła sobie z poprzednimi problemami, cywilizacja na pewno przetrwa, innowacje odbywają się teraz szybciej niż kiedykolwiek… Nawet jeśli tak jest, to kryzys klimatyczny jest zagrożeniem przewyższającym o rząd wielkości wszystko, z czym mierzyła się dotychczas nie tylko cywilizacja ludzka, ale homo sapiens jako gatunek. Niestety w lawinie przykładów rozwiązań technologicznych wymienionych w artykule wymieszane są te, które rzeczywiście przynoszą korzystne efekty na wielką skalę (jak spektakularny spadek kosztu i poprawa efektywności paneli fotowoltaicznych) z licznymi, które są w fazie eksperymentalnej lub nigdy (albo przynajmniej nie w najbliższych kilkudziesięciu latach) nie będą miały znaczenia komercyjnego (jak fuzja jądrowa lub bezpośrednie wychwytywanie dwutlenku węgla z atmosfery).
Jeden postulat Gatesa uważam za szczególnie istotny. Chodzi o zwiększenie wysiłków w celu zredukowania do zera tzw. green premium, czyli dodatkowego kosztu, który trzeba ponieść, żeby dana technologia, produkt lub materiał były zeroemisyjne. Nie możemy liczyć na to, że upowszechni się stosowanie zeroemisyjnego cementu, jeśli jego koszt jest o 138% wyższy od wytwarzanego tradycyjną metodą. W przypadku stali jesteśmy już bliżej osiągnięcia równowagi cenowej, bo wytwarzana metodą neutralną dla klimatu jest zaledwie o 28% droższa od tradycyjnej (obie wartości cytuję za artykułem Gatesa). Obniżenie green premium do zera jest warunkiem koniecznym, żeby rozwiązania niskoemisyjne były stosowane na szeroką skalę i skutecznie wypierały te tradycyjne, szkodliwe. Jest to możliwe dzięki dalszemu rozwojowi technologii, ale można go świadomie przyspieszyć, jeśli inwestorzy uzyskają odpowiednie zachęty, a te mogą przecież wynikać z odpowiednich polityk publicznych.
Skąd powinny pochodzić środki na rozwój technologii niskoemisyjnych? O tym niestety Gates nie pisze. A szkoda. Może odpowiednim źródłem byłyby subsydia, które państwa kierują na utrzymywanie konsumpcji paliw kopalnych? W 2022 roku wyniosły one 7 bilionów dolarów, co odpowiadało ok. 7,1% światowego PKB.
Jestem pełen podziwu dla fermentu, który udało się Gatesowi wywołać jego publikacją. Mimo nadmiernego technooptymizmu i pominięciu kilku ważnych kwestii jego artykuł prowokuje do przemyśleń, nie tylko o naszym stosunku do zmiany klimatu jako największego problemu, z którym mierzymy się jako ludzkość, ale też o tym, jak sprawić, by nasze działania były skuteczne 😊


