Z góry uprzedzam o wysokim poziomie sarkazmu i zgryźliwości zawartym w dzisiejszym newsletterze. Ale trudno mi nie sięgać po te narzędzia, gdy efekt pracy kilkuset osób, wytworzony w wyjątkowo trudnych kompromisach, pracy wykonanej po to, aby spółkom było łatwiej raportować, jest masakrowany na ostatniej prostej po to, żeby ktoś mógł pochwalić się „zobaczcie jak sprawnie działamy – natychmiast po wydaniu rozporządzenia delegowanego po angielsku jesteśmy gotowi z 23 wersjami w językach Państw Członkowskich”.
Spieszę poinformować: droga Komisjo, wcale nie jesteście gotowi. Co więcej, przyspieszona publikacja niesprawdzonych tłumaczeń tworzy dodatkowe problemy. Jakie? Proszę bardzo, oto trzy przykłady:
- ESRS S1, pkt 20 c) w oryginale każe podać liczbę „temporary employees”, a polskie tłumaczenie w tym miejscu odnosi się do „pracowników tymczasowych”. Pracownicy tymczasowi to zupełnie inne pojęcie niż pracownicy zatrudnieni na czas określony. Ci pierwsi należą do osób niebędących pracownikami, a ci drudzy jak najbardziej pracownikami są. Stosując polskie tłumaczenie standardów liczylibyśmy więc zupełnie inne osoby niż stosując angielski oryginał.
- W załączniku II jest definicja „designed recyclability rate”, czyli „wskaźnika zaprojektowanej zdolności do recyklingu”, w której podany jest przykład zdarzenia na etapie użytkowania produktu, który tę zdolność może zmniejszać. W oryginale przykład mówi o „contamination preventing recycling”, czyli o zanieczyszczeniu uniemożliwiającym recykling. Polskie tłumaczenie jednak wskazuje na „recykling zapobiegający zanieczyszczeniu”, co jest odwróceniem ciągu przyczynowo-skutkowego. Nie chodzi przecież o to, żeby tak zaprojektować produkt, aby jego recykling zapobiegł jakiemuś zanieczyszczeniu. Chodzi o to, że produkt w trakcie użytkowania może zostać tak zanieczyszczony, że jego przyszły recykling będzie niemożliwy.
- ESRS 1, AR 14 dla pkt. 32 przedstawia listę źródeł informacji, na których spółka może opierać swoje badanie istotności. Wersja oryginalna wymienia wśród nich „peer experience”. Chyba wszyscy wiemy, kim są „peers”; niemal każda spółka, którą znam, robiła podczas badania istotności jakąś formę „peer review” lub „peer analysis”, czyli przegląd tego, co jest istotne u podmiotów porównywalnych z nią (spółki z tej samej branży lub o podobnym modelu biznesowym). A tymczasem polska wersja standardów mówi o „doświadczeniu partnerów”. Jakich partnerów? Bo w ogóle w ESRS-ach termin „partner” jest zarezerwowany do dwóch rodzajów partnerów: biznesowych i społecznych.
W polskim tłumaczeniu uproszczonych ESRS-ów wykryłem łącznie 30 błędów, które zmieniają znaczenie przepisów prawa oraz dalsze 118 błędów o charakterze nieścisłości terminologicznych. Ta druga grupa jest trochę mniej groźna, ale dołoży pracy przy raportowaniu. Najczęściej występuje w przypadku, gdy jakiś termin przywołany w ESRS-ach w nawiązaniu do innego aktu prawa europejskiego nie został w wersji polskiej zaczerpnięty z polskiej wersji językowej tego aktu, tylko przetłumaczony na nowo. Zawarta w Załączniku II definicja producenta wyrobów (ang. „manufacturer of articles”) odsyła wprost do definicji zawartej w rozporządzeniu REACH. Polska wersja tego rozporządzenia definiuje taką osobę jako „osoba (…), która wytwarza lub składa wyrób”. Ta sama definicja, tylko zacytowana w ESRS-ach brzmi po polsku „osoba (…), która wytwarza lub montuje wyrób”. Nie chcę przesądzać, czy tłumacz REACH’a dobrze nazwał czynność „składaniem”. Może powinien już wtedy użyć „montowania”. Ale na pewno nie chciałbym spędzać godzin, ani nawet minut, na dyskusjach, najpierw wewnętrznych w spółce, a później z biegłym rewidentem, na deliberacjach, czym różni się „montowanie” od „składania”.
Po przyjęciu 3 lipca 2026 r. uproszczonych ESRS-ów ktoś w służbie tłumaczeniowej Komisji po prostu wrzucił ich treść do jakiegoś LLM’a i wyprodukował 23 wersje językowe, a następnie je opublikował. Bez żadnej weryfikacji lub doprowadzenia do spójności z innymi przepisami prawa. To, że efekt nie jest tak porażający jak trzy lata temu, zawdzięczamy chyba tylko postępowi w rozwoju modeli sztucznej inteligencji. Procedura (czy tam w ogóle obowiązywała jakakolwiek procedura kontroli jakości?) nie uległa zmianie.
Przez 13 miesięcy, gdy czekaliśmy w 2023 i 2024 roku na poprawienie standardów, poruszałem tę kwestię na każdym spotkaniu z przedstawicielami Komisji. Do znudzenia. Przez ostatni rok, gdy najpierw zbliżaliśmy się do opracowania uproszczonych ESRS-ów w EFRAG’u, a później pracowała nad nimi Komisja, znów podniosłem tę kwestię i apelowałem o to, żeby tym razem tłumaczenie było sprawdzone, zweryfikowane i dobrej jakości.
Listę 148 wykrytych błędów przekazałem do Komisji w ostatni piątek. Mam zapewnienie, że pracownicy DG FISMA zrobią wszystko, co w ich mocy, by służby tłumaczeniowe Komisji wprowadziły odpowiednie poprawki zanim tekst trafi do publikacji w Dzienniku Urzędowym. Mam nadzieję, że tak się stanie; jest na to szansa, bo scrutiny period mija na początku września lub (w przypadku jego przedłużenia) listopada. Ja na pewno będę ten temat poruszał, znów do znudzenia i do skutku, bo wyjątkowo razi mnie takie przeciwieństwo należytej staranności. Uproszczone ESRS-y są dużo łatwiejsze w stosowaniu niż ich pierwsza wersja, więc Komisja nie powinna utrudniać życia spółkom, publikując słabej jakości tłumaczenie na język polski 😊