Wysokie temperatury zmniejszają produktywność pracowników. Jak wykazali badacze Politechniki w Helsinkach i Lawrence Berkeley National Laboratory, w przypadku pracy umysłowej szczyt wydajności jest przy pracy w temperaturze 22°C. Gdy temperatury rosną od 25 do 32°C każdy jeden stopień wzrostu to spadek wydajności o 2%. W przypadku pracy fizycznej spadek wydajności w niektórych przypadkach może sięgać 5% na każdy kolejny stopień powyżej 26°C. Dni upalnych jest coraz więcej, to trend nie tylko obserwowany od dawna, ale wręcz przyspieszający. Zespół klimatologów z polskich uczelni ustalił, że w latach 1951–2019 liczba dni gorących w Polsce rosła średnio o 3 na dekadę, a od lat 80. tempo wzrostu zwiększyło się do 7 dni w każdej dekadzie.
Ten spadek produktywności dotyka w różnym stopniu spółki w zależności od charakteru pracy, którą wykonują pracownicy. Jeśli pracują głównie w biurach, to problem jest mniejszy, bo negatywne skutki możemy mitygować odpowiednio wydajnymi systemami klimatyzacji. Jednak w części branż, takich jak rolnictwo lub budownictwo, wielu rodzajów pracy nie da się w ogóle ochronić przed wysokimi temperaturami.
Rekomendacje TCFD wprowadziły raportowanie m.in. fizycznych ryzyk związanych ze zmianą klimatu. Trafiły one też do standardów sprawozdawczości, które są przepisami prawa (ESRS, IFRS S2), co zmotywowało spółki do oceny między innymi tego, w jakim stopniu są one narażone na ryzyko związane z falami upałów. Wielokrotnie uczestniczyłem w dyskusjach z klientami MATERIALITY, podczas których zastanawialiśmy się, jakie skutki finansowe dla spółki mogą powodować tego typu zdarzenia (wyższe koszty pracy, niższa efektywność, przedłużanie terminów realizacji kontraktów, dodatkowe koszty zaopatrzenia aktywów spółki w odpowiednie systemy klimatyzacji itp.) i jakie może być prawdopodobieństwo ich wystąpienia.
A może fal upałów nie powinniśmy już traktować jako ryzyko, tylko jako rzeczywistość, stan faktyczny, z którym po prostu mamy do czynienia? Przecież mamy wszystkie dane: jak często się zdarzają, ile trwają, o jakich zmianach temperatur mówimy, jakie są z tym związane koszty. Może trzeba to po prostu ująć w prognozach wyników finansowych na kolejne lata. Oczywiście fale upałów nie są identyczne w każdym roku, ale znamy wszystkie parametry trendu, którego możemy do tych prognoz użyć.
Możecie potraktować powyższą propozycję jako prowokację intelektualną. Współtwórca ESRS-ów namawia do uznania jednego ze wskazanych w standardach ryzyk nie jako ryzyka? Przygrzało mu za mocno? 😉 Ale to jest poważna propozycja. Przecież o wiele łatwiej rozmawia się z CEO lub CFO o kosztach i wydajności, jeśli jesteśmy wyposażeni w liczby, niż o jakichś abstrakcyjnych ryzykach klimatycznych. Jedynym poważnym ryzykiem, które widzę, jest to, że po włączeniu kosztów fal upałów do rachunku wyników po prostu przejdziemy nad nimi do porządku dziennego. Zresztą może to jest jedyny skuteczny sposób, żeby temat kryzysu klimatycznego znalazł się u podstaw faktycznych decyzji zarządów spółek, a nie jedynie górnolotnych i często pustych deklaracji.
P.S. Obecna fala upałów zbiegła się z końcem roku szkolnego i początkiem wakacji. To doskonały moment, żeby zrobić krótką przerwę: kolejnej edycji newslettera spodziewajcie się w końcówce lipca. Życzę Wam wspaniałych wakacji 😊